Debiutancki album kapeli powstałej po odejściu Maksa Cavalery z Sepultury. Płyta z 1998 roku, wydana 2 lata po rewelacyjnej płycie Sepultury Roots. Jest to bezpośrednia kontynuacja pomysłów zawartych na Roots. Płyta po prostu świetna!! Pełna tribalowych patentów (dla niewtajemniczonych: do metalowo-rockowych brzmień dorzucono mnóstwo brzmień wprost z dżungli amazońskiej - Cavalera uczył się muzyki od rdzennych Indian wciaż żyjących w Brazylii). Co tu mamy: ciekawe rytmy różnych instrumentów perkusyjnych, ciekawe riffy, ostre rytmy, doskonałą grę perkusji... Całość jest bardzo spójna, urozmaicona i nie nudzi nawet przez tę godzinę. A co mnie zachwyca osobiście: genialne tytuły niektóych kawałków - Karmageddon (super!!), The Song Remains Insane (genialne w swojej prostocie), Fire, Soulfly czy No. Prosto i do przodu. Świetna rzecz na lato.
To dwupłytowy zbiór remiksów: na pierwszej płycie mamy obcych wykonawców w remiksach Alter Ego, a na drugiej utwory Alter Ego w obcych remiksach. Obie płyty wypadają bardzo blado. Pierwsza: ciekawe są tylko Spektrum, Solvent i Riton. Reszta jest jakaś taka całkiem bez wyrazu - nudnawa, nieciekawa... Druga płyta: niestety, remikserzy też się zbytnio nie popisali - Villalobos i LoSoul okropnie przynudzają, Ewan Pearson i Robag Wruhme też nic ciekawego od siebie nie dodali, a reszta też jest beznadziejna. Strata czasu.
To zbiór remiksów, wcześniej dostępnych w większości na różnych singlach. Ale jest też parę nowych pozycji. Całość wypada całkiem nieźle - jest różnorodnie, ciekawie, wielogatunkowo, chociaż słuchanie po raz czwarty tego samego refrenu Black History Month może trochę nudzić. Ogólnie najlepiej wypadają: 2 kawałki samego DFA1979 (nie remiksy), remiks Erola Alkana (doskonały), remiks Alana Braze & Freda Falke (świetny, zwłaszcza refren, kiedy DFA1979 brzmi jak zwykły popowy wykonawca), niezły jest też remiks Dahlbacka i remiks Marczecha Makuziaka. Reszta nie wyskakuje powyżej przeciętnej.