Na początku była seria Anotherlatenight. W tej serii różni znani wykonawcy prezentowali utwory, które idealnie nadają się do słuchania bardzo późno w nocy, kiedy człowiek chce już odpocząć od hałasu i zrelaksować się. Potem zmieniła się nazwa serii na LateNightTales i oto mamy kolejne wydawnictwo, tym razem firmowane przez francuski zespół Air. I jak jest? Jest baaaardzo spokojnie i łagodnie. Mamy tutaj głównie ballady popowe i rockowe - dużo akustycznych brzmień, łagodnych wokali, a nawet dwa utwory z kręgu muzyki klasycznej. Idealne do słuchania o 3. w nocy. Ale poza tym takie sobie. Nadaje się za to idealnie na prezent dla kobiety - to takie klimaty.
Idzie jesień i obrodziło nam dobrymi płytami. 2 Bit Pie to uboczny projekt muzyków zespołu Fluke z paroma dodatkowymi muzykami (m.in. Wild Oscar i wokalista Jan Burton znany wcześniej z kapeli Syntax). Płyta jest jakby odskocznią od działalności Fluke, ale ze względu na obecność właściwie całej tamtej kapeli, wiele utworów mogłoby spokojnie zostać wydanych jako Fluke. Przede wszystkim mam na myśli After Hours - instrumentalny, jedynie z wokalizami Yuki, niesamowicie dynamiczny, wciągający, z ostrymi gitarami (tak, tak, trance z gitarami), bardzo taneczny - cudo!! Oprócz tego jest też kawałek jakby prosto wzięty z płyty Oto Fluke'a, czyli Little Things - długaśny, z psychodelicznymi klawiszami, świetnymi wokalami Yuki i Fuglera oraz genialnym basem, zwłaszcza pod koniec. Mamy tutaj także dynamiczne, prawie rockowe fragmenty (Pil, Fly), kawałki popowo-taneczne (Here I Come, Nobody Never), spokojniejsze, lekko dubowe (Mote, Slipaway) czy w końcu szybki kawałek breakbeatowy z gościnnym udziałem wokalistki operowej Dilshani Weerasinghe (Soto Mondo) - to trzeba usłyszeć. Rewelacyjny album!!
Jedna z płytek z serii King Crimson Collectors' Club - czyli oficjalny bootleg. Jakoś tak się złożyło, że fascynuje mnie okres działalności KC z lat 80-tych. No i to jest koncert z tego okresu. Bardzo fajny koncert. Co prawda chyba słabszy niż płytka Absent Lovers, zawierająca ostatni wystep zespołu w latach 80-tych, ale i tak bardzo fajna. Po pierwsze dźwięk jest bardzo dobrej jakości, po drugie jest tu genialne wykonanie The Sheltering Sky - utworu rzadko granego przez KC na koncertach. A reszta to już standardy - Elephant Talk, Heartbeat, Indisicipline (z długą solówka perkusyjną na początku), Larks' Tongues in Aspic, part two (jakiś taki lekko niemrawy), Waiting Man (świetny na początek koncertu), Neal and Jack and Me (też pewna rzadkość), Thela Hun Ginjeet (okropnie skrócony) czy jak zwykle ładny Matte Kudasai. Krótki występ, ale treściwy.