
Jakieś 13 lat temu w telewizji leciała sobie reklama firmy Levi's. Miała fajną historyjkę: młody koleś kupuje w aptece (rzecz się dzieje w USA, w latach 30-40.) prezerwatywę, zamykaną w małym blaszanym pudełku i wkłada ją do tej małej kieszonki znajdującej się w prawej kieszeni spodni (zastanawialiście się kiedyś do czego służy ta kieszonka?). Aptekarz patrzy na niego z dezaprobatą. Potem gość jedzie ciemną drogą po dziewczynę. Puka do drzwi i kto mu otwiera? Ojciec dziewczyny... czyli aptekarz. Reklama była bardzo dobra, miała niesamowity klimat, tworzony głównie przez czarno-biały obraz i utwór zespołu Biosphere
Novelty Waves. I właśnie z tej płyty pochodzi wzmiankowany utwór. Płyty ambientowej, bardzo mrocznej, nazywanej nawet arktycznym ambientem. Mamy tutaj bezbeatowe utwory (
Phantasm, Startoucher), mamy kawałki idealne do jakiegoś filmu science-fiction (wspomniane
Novelty Waves, The Shield), są też jakieś rosyjskie sample (
Mir), jest też jakiś trance (
Seti Project) oraz brzdąkanie na gitarze (
Entrance). Całość jest całkiem niezła, choć czasami trąci myszką (płyta pochodzi z 1994 roku).