
Nie mogłem jakoś przebrnąć przez tą płytę. Przesłuchałem 3 pierwsze utwory i stanąłem na jakiś czas. Potem kolejne 3 i znowu stop. Dopiero wczoraj udało mi się dosłuchać ją do końca. Ale ta opieszałość wcale nie wynikała z tego, że to jest zła płyta. Wręcz przeciwnie, uważam, że najnowsze dokonanie Björk jest całkiem dobre. Ale jakoś tak mi nie chciała wejść.
W każdym razie Björk wróciła niejako do korzeni - płyta bardzo przypomina dokonania z okresu
Post. Jest eklektycznie, ciekawie, elektronicznie, sporo gości, momentami bardzo ostro, momentami bardzo łagodnie. Urozmaicona ta płyta, nie ma co. Parę momentów bardzo mi się podoba, np.
Earth Intruders, ze świetnym refrenem, tanecznym rytmem i tą śmieszną końcówką przez minutę;
Wanderlust (grali w Trójce przy okazji żałoby narodowej) - niby łagodny, a taki mroczny, z ciekawym beatem;
Hope z fajną perkusją;
Declare Independence - echo utworu
Pluto z
Homogenic - super agresywny kawałek elektroniki z fajnym tekstem... Nie do końca przekonują mnie za to te spokojniejsze, środkowe fragmenty płyty -
Vertebrae by Vertebrae,
Pneumonia i
My Juvenile są po prostu nudne. Nieźle wypada za to najdłuższy kawałek na płycie, czyli
The Dull Flame of Desire - fascynujący duet z Antony'm (który ma wyjątkowo irytującą manierę śpiewania, coś jak Steve Hogarth lub David Sylvian - niby fajne, a kiszki się skręcają i odrzuca człowieka od głośnika). Niezły jest też
I See Who You Are - spokojniejsze, ale z tą charaktetystyczną nutką Björkową (czytaj: elektronika połączona z orkiestrą). Fajnie, że Björk znowu zaczęła grać z sensem...
26 lipca 2007, 15:59:15

Bardzo ciekawe, koncertowe, połączenie techno z jazzem - ale nie w stylu nu-jazzowym, tylko raczej house'owo, ambientowo, drum'n'bassowo jazzowym. Laurent Garnier odpowiada za elektronikę, Bugge Wesseltoft i Benjamin Rippert za jazzujące organy a Philippe Nadaud za świetny saksofon i sporadycznie flet. Wychodzi z tego mieszanka niesamowita - począwszy od spokojniejszego
63, poprzez szybkie
Butterfly, Controlling the House i
The Battle, aż po fantastyczny blues
Barbiturik Blues, z mnóstwem improwizacji. Majstersztyk. Jedynym minusem jest pojawiający się od czasu do czasu MC, który swoim rapowaniem trochę mi przeszkadza - ale ogólnie raczej pasuje do reszty.
Kategoria: Elektronika | 3 komentarze »
26 lipca 2007, 12:18:40
Po raz ostatni udostępniam składankę w serii 'Przegląd muzyki XXI wieku'. Tym razem całkowicie rockowa - dla tych, co nie trawią elektroniki...
1.
Indukti - Freder (7:31)
z płyty
S.U.S.A.R. (2004)
Absolutnie fantastyczny polski zespół, czerpiący pełnymi garściami z dodrobku zespołów typu Tool, King Crimson czy The Mars Volta. Z reguły grają instrumentalne kawałki, w tym gościnnie śpiewa wokalista Riverside.
2.
Pain of Salvation - Mrs. Modern Mother Mary (4:14)
z płyty
Scarsick (2007)
Świetny riff, świetny wokal, wciągający fragment muzy i zarazem najkrótszy utwór na płycie.
3.
Death from Above 1979 - Going Steady (2:49)
z płyty
You're a Woman, I'm a Machine (2005)
Tylko bas, wokal i perkusja, a ile czadu!!
4.
Millionaire - I'm on a High (4:02)
z płyty
Paradisiac (2005)
Kapela z Belgii i najlepszy, najdynamiczniejszy kawałek na płycie z arcyświetnym riffem.
5.
Mastodon - Sleeping Giant (5:36)
z płyty
Blood Mountain (2006)
Doskonały przykład na to jak metal może być twórczy, zakręcony i ciekawy.
6.
Oceansize - Massive Bereavement (9:59)
z płyty
Effloresce (2003)
Ostatnie dwie minuty utworu pokazują do czego służą 3 gitary w kapeli.
7.
Pure Reason Revolution - The Bright Ambassadors of Morning (11:56)
z płyty
The Dark Third (2007)
Przyjemny progrock z niezłymi harmoniami wokalnymi.
8.
The Mars Volta - Viscera Eyes (9:23)
z płyty
Amputechture (2006)
Doskonały riff, wielki ciężar, świetne solówki... To właśnie The Mars Volta, z najlepszej IMHO płyty ubiegłego roku.
9.
Budgie - I'm Compressing the Comb on a Cockerel's Head (8:17)
z płyty
You're All Living in a Cuckooland (2006)
Powrót staruszka mało imponujący, ale ten kawałek jest naprawdę całkiem fajny.
10.
Crimson Jazz Trio - I Talk to the Wind (9:56)
z płyty
The King Crimson Songbook volume one (2005)
I na koniec coś nie rockowego, a jazzowa interpretacja utworu King Crimson. Absolutnie cudna.
Czas trwania: 73:43
Ściągnij składankę: Przegląd muzyki XXI wieku, cz.3 (z Rapidshare, 76 MB)
Kategoria: Do posłuchania | 3 komentarze »
24 lipca 2007, 14:02:14

Pomysł dodawania nowej płyty Prince'a do gazety jest świetny (szkoda, że nie to nie było u nas...), natomiast poziom artystyczny tej płyty jest tragiczny... Niestety, Prince, po dwóch niezłych albumach (czyli
Musicology i
3121) wydał jakiś odrzut, na którym ciężko znaleźć coś fajnego. Mamy tutaj albo zwykłe, mdłe pioseneczki (
The One U Wanna C, Resolution, Lion of Judah), całkowicie beznadziejne i ckliwe balladki (
Future Baby Mama, Somewhere Here on Earth), czy w końcu hałaśliwe pseudo-rockowe granie (
Guitar). Jedynie dwa kawałki są niezłe: tytułowy, ciekawie rozwijający się, choć lekko patetyczny, to trzymający poziom oraz
Chelsea Rodgers, całkiem sympatyczny funk z damskim wokalem. Szkoda, że takie coś się ukazało...
Kategoria: Pop, jazz i inne | Dodaj komentarz »
24 lipca 2007, 12:04:37
Plusem jest to że w Trójce zaczęli grać bardzo ciekawą muzykę. Przed chwilą skończyli grać utwór Lights zespołu Archive (który ma 18 i pół minuty, a puścili go cały!!), a wczoraj grali jakąś orkiestrową wersję Starless King Crimson. Aż miło słuchać takiego radia.
Kategoria: Muzyka | 9 komentarzy »