(Liquid Sound Design, 2008)

Chyba nadchodzą nowe czasy dla singli. Otóż na przykładzie tego singla, oraz na przykładzie singla Underworldu Beautiful Burnout, można stwierdzić, że single na płytach CD przechodzą do lamusa. BB ukazał się wyłącznie w trzech formach: jako 2 winyle, jako mp3 do zakupienia (czyli wersja cyfrowa) oraz jako promocyjny CD-R (czyli dostępny tylko dla DJ-ów, radiowców, dziennikarzy itp.). Zwykły człowiek, jeżeli chce mieć singiel na płycie CD musi polować na aukcję z promówką, albo wypalić sobie samemu CD-Ra. Takie czasy nam nastały. Nie inaczej będzie z tym singlem, z najnowszej płyty, The Dream (którą to już miałem okazję zjechać).

Ale tym razem chciałem się pochwalić. Dzięki mojego nieocenionemu koledze (z zawodu DJ) stałem się posiadaczem tej najtrudniejszej do zdobycia formy singla, czyli promówki na CD-Rze (zdjęcie obok). Dzięki temu na płycie CD mam wszystkie wersje utworu tytułowego. A to oznacza, oprócz wersji płytowej oraz radiowej, 5 remiksów. Niestety powtarza się to, co pisałem przy okazji singla Boy, Boy, Boy Underworldu - remiksy są słabe (z jednym wyjątkiem). Remiksują Anglicy i robią to bez polotu. Mamy albo kolegów Youtha z wytwórni Dragonfly (swoją drogą wszyscy wykonawcy nagrywający dla tej wytwórni brzmią tak samo - pożyczają sobie wzajemnie syntezatory i samplery, czy jak?) w postaci Gaudi'ego (akurat sympatyczny, motoryczny miks, o lekkim zabarwieniu hip-hopowym, z dubowym basem), Subsonara (mroczny progressive house) czy Paathan (jakiś taki "wesoły" house). Jest też remiks, który jakby urwał się prosto z Love Parade (The Infadels), z okropnym, przesterowanym motywem powtarzanym do znudzenia... Na szczęście końcówka płyty to cud-miód na moje uszy - remiks Living City. Minimalistyczny, mroczny, electro-dubowy, momentami przypominający dokonania Ricardo Villalobosa, w każdym razie brzmi jakby prosto z Niemiec. Dla tego kawałka warto mieć tę płytę - no, może jeszcze warto dlatego, że to pewien rarytas. Szkoda tylko, że nie ma nawet okładki...

Kategoria: Elektronika | Dodaj komentarz »

Przeczytane - Andrzej Pilipiuk: Zagadka Kuby Rozpruwacza

26 lutego 2008, 12:52:22
Czwarty tom przygód jakuba Wędrowycza. Zdecydowane rozczarowanie. Opowiadania są albo makabryczne (tytułowe, Rosyjska Ruletka), albo mało śmieszne, albo robią wrażenie urwanych (np. Wycieczka) i niedokończonych. Szkoda, chyba formuła się wyczerpała. Moim faworytem jest jak dotąd opowiadanie Czarownik Iwanow, tytułowe z drugiego tomu. Było ono właściwie Pilipiukowe - wesołe, mroczne, z nieoczekiwanymi zwrotami akcji... Po prostu fajne. A tutaj...

Kategoria: Książki | 2 komentarze »

808 State - Thermo Kings

25 lutego 2008, 09:57:33
(Warner Music Japan, 1996)

Thermo Kings to niejako dodatek do płyty Don Solaris, wydany początkowo wyłacznie w Japonii, ale po dwóch latach ukazał się także w Stanach Zjednoczonych, w niezmienionej formie. Na krążku znajdziemy przede wszystkim utwory znane już z singli Azura i Lopez, oraz kilka niepublikowanych nigdzie kawałków (Paradan, Spanish Marching i Pump). Słucha się tego nieźle, choć od razu słychać, czemu utwory niepublikowane nie znalazły się na głównej płycie. Pump, z gościnnym udziałem rapera MC Tunes, jest bardzo hip-hopowy i mało przypomina styl 808 State, Paradan robi wrażenie jakiejś wprawki, wersji demo, ma mocno chaotyczną melodię i połamany rytm, Spanish Marching nie wyróżnia się niczym i szybko się o nim zapomina. Lepiej wypada utwór Goa, z fajną melodią i rytmem, choć trochę krótki. Remiksy to też nic szczególnego, wyjątkiem są bardzo dobre remiksy utworu Lopez w wykonaniu Briana Eno (wyszedł mu przepiękny chillout) oraz Propellerheads (doskonały breakbeat, bardzo czadowy). Drum'n'bassowy miks Azura w wykonaniu Dillinja jest bardzo stereotypowy. Mamy tutaj jeszcze 3 remiksy samego 808 State, które po prostu wałkują motywy znane z pierwotnych wersji utworów. Całość robi sympatyczne wrażenie, ale jakby się nie ukazało, to świat by się nie zawalił (choć pewnie dla zatwardziałych fanów 808 State byłaby to tragedia).

Kategoria: Elektronika | Dodaj komentarz »

808 State - Don Solaris

24 lutego 2008, 16:56:33
(ZTT, 1996)

808 State to zespół trochę kontrowersyjny. Zaczynali od acid house'u, potem przerabiali jakąś własną wersję rave'u, aby następnie przejść od electro-popu do drum'n'bassu. W każdym razie na pewno byli jednymi z pierwszych, którzy wprowadzili elektronikę na salony. Płyta Don Solaris to ich przedostatnie dokonanie (ostatniej, Outpost Transmission z 2002 roku, nie znam), mocno naznaczone wzmiankowanym drum'n'bassem, choć nie są to nagrania typowo drum'n'bassowe. Co prawda w utworach typu Azura czy Mooz mamy te charakterystyczne rytmy, ale w warstwie melodyjnej nadal jest to charakterystyczne granie 808 State'owe. Całość jest trochę bardziej mroczna niż poprzednie dokonania grupy, zwłaszcza na początku (Bond), ale potem się wypogadza wprowadzając przyjemną, momentami nawet wesołą atmosferę (Joyrider). Znajdziemy tutaj melodie zagrane na różnych instrumentach - na saksofonie (Joyrider), gitarze (Banacheq) czy też na syntezatorze (mocno Orbitalo-podobna melodyjka w Balboa). Są też echa dubu (Black Dartangnon), ciekawy rytm 5/4 (Lopez) czy też syntetyczne ptaszki (Bird). Niektóre utwory urozmaicają także gościnni wokaliści, tacy jak James Dean Bradfield z Manic Street Preachers w Lopez, Louise Rhodes z Lamb w Azura czy Michael Doughty z Soul Coughing w Bond. Płyta jest pogodna, bardzo wiosenna i słucha się jej z przyjemnością. Polecam, zwłaszcza tym nie przekonanym do elektroniki.

Kategoria: Elektronika | Dodaj komentarz »

Przeczytane - Andrzej Pilipiuk: Weźmisz czarno kure...

23 lutego 2008, 23:19:04
Moje kolejne spotkanie z Jakubem Wędrowyczem (mam już za sobą dwa pierwsze tomy opowiadań, ten jest trzeci, czwarty już leży na biurku w kolejce, a piąty muszę dopiero zdobyć). Fajne pisadło, czyta się to bardzo przyjemnie, ale... To już kolejna książka Pilipiuka jaką czytam i zaczynam widzieć to, co niektórzy mu zarzucają - Pilipiuk pisze w kółko to samo. Owszem, czyta się to świetnie, pomysłów mu nie brakuje, ale zaczynam czuć jakiś przesyt. Znowu Wędrowycz walczy z jakimiś potworami, chleje wódę, walczy z milicją... Na dłuższą metę robi się to lekko nudne... Pilipiuk ma swój własny sposób pisania, dość charakterystyczny, ale porównując trylogię Kuzynek i Wędrowycza od razu widać, że to ten sam autor. Za mało jest różnic między tymi książkami... Ale i tak będę go czytał dalej ;-) Muszę tylko robić sobie większe przerwy między kolejnymi tomami jego dzieł.

Kategoria: Książki | 7 komentarzy »

Wcześniejsze wpisy      Nowsze wpisy