Wczoraj, podczas pobytu w jednym z marketów, z zaskoczeniem zauważyłem, że ukazał się pierwszy numer polskiego wydania magazynu Future Music. FM to pismo poświęcone instrumentom i programom muzycznym używanym przez DJ'ów i twórców muzyki elektronicznej (a więc różnego rodzaju syntezatory, miksery, nakładki itp. itd.). Osobiście się na tym w ogóle nie znam, a z FM (wydaniem angielskim) spotkałem się pierwszy raz w 1997 roku. Otóż FM miał w zwyczaju dołączać do pisma płytę CD z różnymi programami, samplami oraz utworami różnych twórców elektronicznych. No i na jednej z płyt znalazł się, nie dostępny wtedy nigdzie indziej, remiks utworu Toxygene zespołu The Orb. A że znajomy kupował to pismo regularnie...

Polska wersja nie zawiera żadnych utworów, wyłącznie oprogramowanie (i to na płycie DVD), ale możemy za to znaleźć w środku 2 wywiady - jeden ze Steve'm Angello, drugi z zespołem System 7 (czyli coś dla mnie). Wywiady są głównie związane z tym jakiego sprzętu używają muzycy przy tworzeniu, ale zahaczają też o inne tematy (np. piractwo). Fajne są zdjęcia muzyków w studiu (no i, czemu trudno się dziwić, S7 to już dziadki ;-) ). W sumie miło, że taka porządna gazeta pojawiła się u nas - ciekawe, czy się utrzyma. Trzymam kciuki.

Kategoria: Czasopisma | 4 komentarze »

Meat Beat Manifesto - Autoimmune

28 kwietnia 2008, 21:33:29
(Metropolis, 2008)

Nowe dzieło Jacka Dangersa jest... krokiem wstecz. Po eksperymentach dźwiękowych na płycie RUOK?, po dubowych podróżach na ...In Dub i odwiedzeniu krainy jazzu na płycie At the Center, spiritus movens MBM postanowił powrócić do korzeni i zaproponował nam płytę, która mocno przypomina jego dokonania z końca lat 90-tych. Niestety, oprócz dodania rapu w paru utworach nie pokazuje on niczego nowego. Jest to typowa dla Dangersa mieszanka breakbeatu z elektroniką, dubem, hip-hopem i mnóstwem różniastych sampli. W dodatku gość chyba pogubił się w swoich dźwiękach, gdyż pojawiają się tutaj elementy już dobrze znane, a jedynie lekko przetworzone (np. beat w I Hold the Mic! to to samo co w starszym nagraniu Spinning Round, jedynie lekko przyspieszone). Oczywiście ponownie znajdziemy tu ambientowe przerywniki (końcówka Spanish Vocoder, wyjątkowo chaotyczny Colors of Sound), mocne beaty (Hellfire), a nawet coś, co przypomina pop-rap (Young Cassius). Zdecydowanie rozczarowywująca płyta...

Kategoria: Elektronika | Dodaj komentarz »

Steve Hillage - Rainbow Dome Musick

21 kwietnia 2008, 21:13:58
(Virgin, 1979)

Kiedy przesłucha się tą płytę, to aż trudno uwierzyć, że powstała ona prawie 30 lat temu!! Brzmi naprawdę bardzo świeżo, nowocześnie i wprost cudownie. Steve Hillage i jego towarzyszka, Miquette Giraudy (tworzący obecnie zespół System 7) nagrali muzykę specjalnie na festiwal Mind-Body-Spirit w Londynie w 1979 roku. Płyta zawiera jedynie dwa utwory i doskonale wpasowuje się w stylistykę takich wykonawców jak Tangerine Dream czy Klaus Schulze. Słyszymy tutaj delikatny ambient, który powoli rozwija się i ewoluuje. Oprócz wszechobecnych syntezatorów mamy też słynną gitarę Hillage'a, która tworzy piękne pasaże dźwiękowe, brzmiące czasami jakby było nie z tej ziemi. A brzmienia syntezatorów nie zestarzały się ani trochę i całość mocno przypomina zwłaszcza płytę Point 3. Water Album obecnej kapeli Hillage'a (płytę wydaną w 1994 roku!!). Naprawdę ponadczasowa muzyka.

PS. Dzięki tej płycie Steve Hillage poznał Aleksa Patersona z The Orb. Po prostu pewnego razu Steve wszedł do jakiegoś klubu w Londynie i, ku swemu zdziwieniu, usłyszał, że DJ gra właśnie jego muzykę. Podszedł do niego (był to Alex), przedstawił się i tak zaczęła się ta, trwająca do dzisiaj, przyjaźń...

Kategoria: Elektronika | Dodaj komentarz »

Rush - Snakes & Arrows Live

19 kwietnia 2008, 17:18:12
(Atlantic, 2008)

Jak widać zespół Rush postanowił po każdej płycie studyjnej raczyć nas koncertową. Nie wiem czy to dobrze, czy źle. W każdym razie słucha się tego naprawdę przyjemnie - jak zresztą większości koncertówek Rush. Po prostu goście mają dość spójny styl i nawet mieszanie kawałków z 4 dekad (!) nie przeszkadza w niczym, nawet biorąc pod uwagę fakt, że Rush nie jest zespołem improwizującym i zdecydowana większość kawałków brzmi tak jak na płytach - tylko głos Geddy'ego Lee się trochę zestarzał.

Dużym plusem płyty jest dobór utworów. Znajdziemy tutaj pozycje, których na wcześniejszych albumach koncertowych nie było w ogóle (np. Entre Nous, Digital Man czy Circumstances), co oczywiście podnosi wartość tego typu wydawnictwa. Oczywiście dominują utwory z ostatniej płyty (aż 9), ale dostajemy też sporo "staroci" i to nie tylko stałych pozycji w rodzaju Tom Sawyer, Subdivisions, The Spirit of Radio czy Distant Early Warning, ale też sporo innych fajnych kawałków, np. Between the Wheels czy Natural Science. Sporym zawodem jest za to dla mnie uwypuklenie odgłosów widowni. Każdy utwór zaczyna się od niesamowicie hałasujących ludzi, których nie słychać, gdy muzycy zaczynają grać. To pewnie efekt modnej ostatnio kompresji (czyli podgłaśniania wszystkich dźwięków do tego samego poziomu - dlatego całość brzmi jednolicie i tak samo głośno). Cóż, nie można mieć wszystkiego, a Rush lubi eksperymenty z produkcją nagrań (vide "sucha" produkcja Vapor Trails, czy usunięcie "dołów" na Roll the Bones). W sumie: takie sobie, ale przyjemne słuchanko.

Kategoria: Rock i Metal | 1 komentarz »

Sven Väth - Fusion

17 kwietnia 2008, 10:21:04
(Virgin, 1998)

Zniechęcony słabą płytą z remiksami Six in the Mix, nie miałem ochoty sięgnąć po "podstawkę" - czyli płytę na podstawie której powstały remiksy. Pomimo tego, że już w 1999 roku dobry znajomy bardzo mi ją polecał i zachwalał (nawet puścił kawałek) i pomimo tego, że na kanale Viva mocno katowano utwór tytułowy. Cóż to był za błąd!! Przegapiłem jedną z najlepszych płyt z muzyką elektroniczną, którą spokojnie mógłbym postawić obok moich ulubionych, podobnych gatunkowo, płyt: Fluke Risotto i Underworld Second Toughest in the Infants. Na szczęście nadrobiłem ta zaległość i od paru dni moje uszy cieszą wspaniałe dźwięki płynące za albumu Fusion.

Moja niechęć zastała także, zapewne, wywołana faktem, że do promocji wybrano przede wszystkim utwór tytułowy - nie przystający do całości albumu. Mamy tutaj połączenie orkiestry z elektroniką, w dość zabawnej formie, z marszową perkusją, smyczkami i plumkaniem (na singlu znalazły się fajne remiksy tego utworu autorstwa Fila Brazillia - dużo ciekawsze niż oryginał). Tymczasem cała reszta to super dynamiczne kawałki przemieszane ze spokojniejszymi fragmentami. Dominuje tutaj przede wszystkim progressive house (np. Face It, Scorpio's Movement czy Discophon), choć zdarza się kawałek electro (Schubdüse) czy wyjątkowo minimalistyczny trance (Augenblick). Dodatkowo Sven czaruje nas wciągającym dubem (Sounds Control Your Mind), lekko jazzującym chilloutem (Blue Spliff, Sensual Enjoyments) i trip-hopem (Trippy Moonshine). Dużym rozczarowaniem jest za to dla mnie fakt, że dwa kawałki są dostępne wyłącznie w wersji winylowej. I o ile taki Omen A.M. to kolejny minimalistyczny trance (całkowicie bez melodii), to już Breakthrough jest absolutnie fantastycznym, bardzo tanecznym kawałkiem, którego brak jest mocno odczuwalny w wersji CD. Ale cóż, i tak cała płyta jest - że pozwolę sobie zacytować pewnego znajomego - fenomenalna!

Kategoria: Elektronika | 2 komentarze »

Wcześniejsze wpisy      Nowsze wpisy