(Virgin, 1998)

Zniechęcony słabą płytą z remiksami
Six in the Mix, nie miałem ochoty sięgnąć po "podstawkę" - czyli płytę na podstawie której powstały remiksy. Pomimo tego, że już w 1999 roku dobry znajomy bardzo mi ją polecał i zachwalał (nawet puścił kawałek) i pomimo tego, że na kanale Viva mocno katowano utwór tytułowy. Cóż to był za błąd!! Przegapiłem jedną z najlepszych płyt z muzyką elektroniczną, którą spokojnie mógłbym postawić obok moich ulubionych, podobnych gatunkowo, płyt:
Fluke Risotto i
Underworld Second Toughest in the Infants. Na szczęście nadrobiłem ta zaległość i od paru dni moje uszy cieszą wspaniałe dźwięki płynące za albumu
Fusion.
Moja niechęć zastała także, zapewne, wywołana faktem, że do promocji wybrano przede wszystkim utwór tytułowy - nie przystający do całości albumu. Mamy tutaj połączenie orkiestry z elektroniką, w dość zabawnej formie, z marszową perkusją, smyczkami i plumkaniem (na singlu znalazły się fajne remiksy tego utworu autorstwa Fila Brazillia - dużo ciekawsze niż oryginał). Tymczasem cała reszta to super dynamiczne kawałki przemieszane ze spokojniejszymi fragmentami. Dominuje tutaj przede wszystkim progressive house (np.
Face It, Scorpio's Movement czy
Discophon), choć zdarza się kawałek electro (
Schubdüse) czy wyjątkowo minimalistyczny trance (
Augenblick). Dodatkowo Sven czaruje nas wciągającym dubem (
Sounds Control Your Mind), lekko jazzującym chilloutem (
Blue Spliff, Sensual Enjoyments) i trip-hopem (
Trippy Moonshine). Dużym rozczarowaniem jest za to dla mnie fakt, że dwa kawałki są dostępne wyłącznie w wersji winylowej. I o ile taki
Omen A.M. to kolejny minimalistyczny trance (całkowicie bez melodii), to już
Breakthrough jest absolutnie fantastycznym, bardzo tanecznym kawałkiem, którego brak jest mocno odczuwalny w wersji CD. Ale cóż, i tak cała płyta jest - że pozwolę sobie zacytować pewnego znajomego - fenomenalna!